Michał Koper, trener OPTeam Resovii Rzeszów: Ciężko skomentować coś takiego. To był w ogóle szalony tydzień, szalony mecz. Mieliśmy ewidentną przewagę w pierwszej połowie. Graliśmy szybciej, wykorzystywaliśmy przewagi, które mieliśmy. Piłka chodziła, graliśmy agresywnie w obronie. W drugiej połowie trochę się zatrzymaliśmy, pojawiło się więcej zawahania. Przestaliśmy grać to, co chcemy. Piłka nie chodziła z rąk do rąk, przez co nie poruszaliśmy obroną przeciwnika. Myślę, że gospodarzom grało się przez to łatwiej i ta szalona końcówka, gdzie tak naprawdę nie wiem, co się wydarzyło. Jeden za drugim zawodnicy padali na parkiet, próbowali łapać piłkę. To pokazuje, jak bardzo jedna i druga drużyna chciała wygrać ten mecz.
W momencie, kiedy dowiedziałem się, że trener Darko przylatuje do Rzeszowa, scouting był praktycznie gotowy. Nie czekaliśmy na trenera. Wcześniej mieliśmy wszystko przygotowane. Oczywiście trener powiedział po jednym zdaniu o każdym zawodniku, tak naprawdę coś dodał. Nie było tutaj żadnych wielkich tajemnic dotyczących drużyny czy wielkich zagrywek taktycznych. Zgodził się z większością rzeczy, które były w scoutingu. Myślę, że większą rolę miało to, co trener już chciał wprowadzić do naszej gry jako nasze zasady w obronie i w ataku. To też będziemy oceniać po meczu.
Muszę przyznać, że praca z trenerem to wielka przyjemność. Prawdziwy fachowiec. Myślę, że kupił sobie zawodników, tak kolokwialnie mówiąc. Ma dobrą energię, wie, co chce osiągnąć i wymaga tego. Również nasza współpraca trenerów była poprawna. Przekazałem trenerowi wszystkie informacje na temat drużyny, tego, czego może się spodziewać. Wprowadziłem go i po tym meczu przekazuję pałeczkę. Trener będzie już działał sam.
Mateusz Bartosz, zawodnik OPTeam Resovii Rzeszów: Podzielę zdanie naszego trenera, bo to był dla nas mecz na przełamanie. Myślę, że w pierwszej połowie byliśmy bardzo zmotywowani. Przypominało to koszykówkę, jaką chcielibyśmy grać, natomiast w trzeciej kwarcie, nie wiem, czy wyszliśmy trochę nieskoncentrowani, czy zbyt szybko uwierzyliśmy, że ten mecz mamy już w kieszeni. Przegraliśmy zbiórkę. Skuteczność z gry była, myślę, że fatalna. Trochę rzuty za trzy punkty trzymały nas w grze. Końcówka, myślę, że rozwiązana przez nas taktycznie, przyniosła ten rezultat. Bardzo się cieszymy, że to zwycięstwo wreszcie nastąpiło. Teraz przed nami dużo ciężkiej pracy, wprowadzenie nowego systemu, zarówno w obronie, jak i w ataku. Jest to dla nas dobry bodziec do dalszej pracy, żeby wreszcie zacząć wygrywać seryjnie.
Przede wszystkim wykorzystywaliśmy Briana do gry jeden na jednego z wysokim zawodnikiem. To były kluczowe akcje. Myślę, że chyba dwie zakończone akcjami 2+1, które dały nam też gdzieś tam oddech. Nie można też pominąć dzisiaj występu Filipa, bo świetnie zagrał, na bardzo dobrej skuteczności. Trafił to, co trzeba było trafić, ale również Rafała Szpakowskiego. Naprawdę ta końcówka, wydaje mi się, że została przez nas troszeczkę mądrzej rozegrana niż przez drużynę ze Starogardu. Dzięki temu wygraliśmy mecz.
Bartosz Wróbel, zawodnik SKS Fulimpex Starogard Gdański: Przede wszystkim zacznę od tego, że bardzo szkoda tego meczu, bo tak naprawdę mocno skomplikowaliśmy sobie sytuację w tabeli. Pomijam już aspekty emocjonalne tego, co działo się w tym tygodniu, bo z tych powodów mieliśmy podwójną chęć wygrania tego spotkania. Szkoda pierwszej połowy, która nie wyglądała tak, jak chcieliśmy. Znowu mierzyliśmy się z demonami z naszych pierwszych meczów. Natomiast w drugiej połowie pokazaliśmy, że jesteśmy w stanie odmienić nasz styl gry. Oby to był zalążek takiego grania w następnych spotkaniach.
Wszyscy w szatni znamy kulisy tej sytuacji. Powiem tylko krótko, że jest takie powiedzenie: z niewolnika nie ma pracownika. Gdyby nie było chęci obu stron na odejście, zapewne trener byłby dalej z nami. Ze swojej strony zakończę ten komentarz na tym. Nie chcę wdawać się w szczegóły. To już jest rola trenera i klubu, nie wiem, czy się do tego ustosunkują. Zobaczymy, co przyniesie następny tydzień.
Michael Łydkowski, rener SKS Fulimpex Starogard Gdański: Przede wszystkim, mimo zawirowań w klubie, w naszej hali w Starogardzie Gdańskim zjawiło się bardzo dużo kibiców. Stworzyli niesamowity klimat i atmosferę. Było ich słychać szczególnie w kluczowych momentach i za to chciałbym przede wszystkim podziękować. Jeśli chodzi o mecz, straciliśmy 50 punktów w pierwszej połowie. Do tego rywale mieli siedem czy osiem zbiórek w ataku. Tak naprawdę od tego zaczął się mecz. Proszę pamiętać, że gramy w skróconym składzie, mamy problemy zdrowotne. Natomiast druga połowa pokazała, że te małe zmiany, nasze wspólne pomysły, mogą przynieść efekt. Zatrzymaliśmy Rzeszów na 29 punktach po przerwie, więc to pokazuje, że defensywa była w porządku. O wyniku zadecydowały drobne niuanse w końcówce oraz ta pierwsza połowa.
Dwa dni przed meczem informacja o zmianie trenera, problemy zdrowotne, brak czasu na przygotowanie. Nie chcę szukać wymówek, bo druga połowa pokazała, że tak naprawdę każdy mógł wygrać ten mecz. Koncentracja to pierwsza rzecz. Druga to przygotowanie do spotkania. Nie chcę zwalać winy wyłącznie na zawodników, ale musimy wiedzieć, kto jest strzelcem, a kto zawodnikiem bardziej penetrującym. Nie możemy popełniać tak prostych błędów. Rzeszów to bardzo dobra drużyna i nie powinna znajdować się w tym miejscu tabeli, w którym obecnie jest. Jeżeli taki zespół, z dobrymi strzelcami, poczuje krew, naprawdę ciężko go zatrzymać. Oni właśnie w pierwszych minutach to poczuli. Nasza obrona kulała i tak to się potoczyło.
Tak naprawdę nie zmieniliśmy nic w drugiej połowie. Po prostu przypomnieliśmy sobie rzeczy, które mieliśmy robić od początku. Może trochę zmieniliśmy obronę, ale generalnie nie było wielkich zmian. Przypomnieliśmy zawodnikom nasze założenia, to, co oglądaliśmy na wideo i do czego przygotowywaliśmy się na treningach. Musieliśmy w końcu wziąć to sobie do serca.
Drużyna z Rzeszowa gra bardzo szybko, natomiast ma pewne mankamenty w obronie szybkiego ataku. Chcieliśmy to wykorzystać i przyspieszyć grę. Nie da się jednak przez 40 minut utrzymywać takiego tempa. Z całym szacunkiem do chłopaków, dali dzisiaj z siebie wszystko, ale w końcu tego paliwa zaczęło brakować.
Resovia również miała niewiele czasu na przygotowanie. Było jednak widać zmiany w taktyce, szczególnie w ataku, ale również w obronie. Zaskoczyli nas tym, że zostawili nam bardzo mało czasu na reakcję. Przed meczem nie wiedzieliśmy, co zagrają i co zmienią. Dopiero w trakcie spotkania zauważaliśmy te rozwiązania i musieliśmy reagować. Nie wiem, może gdyby mecz potrwał minutę dłużej, kto wie, jakby się zakończył.
Przygotowania wyglądały tak, że poprosiłem każdego zawodnika o wyrażenie swojej opinii: co funkcjonuje, a co nie funkcjonuje. Oczywiście ja również miałem swoje przemyślenia. Wybraliśmy rzeczy, które chcemy zostawić, oraz te, które chcemy zmienić. Chciałem, żeby zawodnicy poczuli się częścią tego zespołu, żeby każdy miał coś do powiedzenia i żebyśmy w końcu tworzyli drużynę. Z pomocy Kacpra Majki i Sebastiana Kowalczyka korzystałem dlatego, że zostałem sam. Nie mam asystenta. Potrzebuję ich spostrzeżeń, które mogą pomóc w grze. Mogą mi coś podpowiedzieć. Chciałbym im bardzo podziękować, bo dzięki ich ciężkiej pracy mieliśmy w tym meczu kilka naprawdę dobrych minut w obronie.
Co do Artura Niemca i jego mniejszych minut - proszę sobie wyobrazić, że przyjeżdża pan do nowego zespołu, do nowego miejsca, z chęcią pokazania się, grania dużej liczby minut i bycia ważną postacią drużyny, a później zostaje pan zepchnięty na koniec ławki. Ja znam tego zawodnika, proszę mi wierzyć. Miałem przyjemność współpracować z nim w Treflu Sopot, w drużynach młodzieżowych, i wiem, na co go stać. Myślę, że potrzebna jest męska rozmowa. Musimy sobie wszystko wyjaśnić. Nie czekałem do ostatnich minut ani do momentu, w którym prowadzilibyśmy dużą liczbą punktów. Dałem mu szansę. Popełnił kilka błędów, a później musieliśmy już gonić wynik, więc nie mogłem sobie pozwolić na takie ryzyko.
Dostałem zadanie poprowadzenia tego meczu. Na pewno jutro albo w poniedziałek odbędzie się kolejne spotkanie i będziemy rozmawiać. Chcę podkreślić, że zrobiliśmy wszystko. Jestem dumny z chłopaków. Było naprawdę blisko. Czy jestem gotowy być na stałe pierwszym trenerem? Wewnętrznie na pewno. Natomiast czy sytuacja kadrowa i miejsce w tabeli pozwolą mi dalej pracować na tym stanowisku? Czas pokaże.
